Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty

6 paź 2010

Węgierskie przyspieszenie ...a polski marazm .

Nasz Dziennik, 2010-09-29



Z prof. Csabą G. Kissem, profesorem historii kultury, politologiem i pisarzem, znawcą literatury polskiej, rozmawia Mariusz Bober

Zachodnie media zarzucają premierowi Wiktorowi Orbanowi autorytaryzm, a Fidesz przeforsowuje kolejne ustawy w parlamencie w rekordowym tempie. Jak ocenia Pan pierwsze miesiące rządów Fideszu?
- Wiktor Orban jest bardzo silną osobowością, dynamiczną także w sferze polityki. Przypominam, że Fidesz wygrał wybory ogromną większością głosów [posiada większość dwóch trzecich w parlamencie - przyp. red.]. To oznacza, że jest w stanie dokonać poważnych zmian na Węgrzech.

Wystarczy mu politycznej woli do ich przeprowadzenia?
- Tak. Przygotowywana jest już zmiana konstytucji węgierskiej. W tym celu została powołana specjalna komisja, która opracuje jej projekt. Na Węgrzech podczas zmian w 1989 r. przy tzw. okrągłym stole przepisano właściwie komunistyczną konstytucję. Miała ona mieć charakter tylko prowizoryczny, nie zawiera np. preambuły.

Czego jeszcze dotyczą reformatorskie ustawy?
- Zmian w podatkach. W porównaniu z pozostałymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej u nas dotychczas obowiązywały dość wysokie obciążenia fiskalne. Rząd Orbana planuje od nowego roku wprowadzić jedną - 16-procentową - stawkę podatku od dochodów osób fizycznych. Zaś 1 września weszły w życie przepisy znacznie obniżające stawkę podatku od firm.

Po rządach socjalistów Fidesz otrzymał w spadku ogromny deficyt finansów publicznych i zadłużenie. W jaki sposób zamierza się z tym uporać?
- Walka z deficytem i zadłużeniem jest dla Fideszu priorytetem. Zadłużenie Węgier jest bardzo wysokie, dlatego rząd musi działać bardzo szybko. Spore wpływy do budżetu ma zapewnić wprowadzenie podatku od banków.

Ale raczej nie wystarczą one na pokrycie choćby wysokich kosztów obsługi długu zagranicznego. Tymczasem rząd zrezygnował z kredytu Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
- Była to bardzo trudna decyzja, ale gabinet Orbana nie ma zamiaru zaciągać nowych kredytów, ponieważ spłacane aktualnie przez państwo odsetki od długów i tak są bardzo wysokie. Zależność od MFW to ciężki chleb. O opodatkowaniu banków mówi się też w innych krajach Unii Europejskiej. Pytanie, jak to będzie działać w praktyce. Ale trzeba spróbować, gdyż budżet węgierski potrzebuje każdego forinta.

Z jednej strony rząd łata więc dziurę budżetową, z drugiej stara się pobudzić gospodarkę?
- Węgry potrzebują nowych miejsc pracy. Program Fideszu przewiduje stworzenie w ciągu najbliższych kilku lat około miliona nowych miejsc pracy. Widać też konkretne działania w tym obszarze. Ostatnio zapadła decyzja o otwarciu nowej fabryki Opla w pobliżu granicy z Austrią, co przełoży się na 1000 nowych miejsc pracy. Według najnowszych ustaleń w mieście Gy"or na zachodzie kraju ma powstać nowa fabryka Audi.

To efekt rządowych zachęt do inwestowania na Węgrzech?
- Tak, nowemu rządowi zależy na przyciąganiu inwestycji, a także na poprawie wizerunku kraju wśród inwestorów zagranicznych. Osiem lat rządów socjalistów i liberałów poważnie go nadszarpnęło. Oczywiście, nie da się tego zmienić z dnia na dzień, ale jesteśmy rzeczywiście świadkami całkowitej zmiany podejścia polityków do wypełniania zadań publicznych. Jeszcze rok temu na Węgrzech widać było ogromny spadek zaufania obywateli do instytucji państwowych, a także niezwykle duży pesymizm wyrażający się w przekonaniu, że nic dobrego nie da się już w kraju zrobić. Obecnie obserwujemy pewne zmiany nastawienia społeczeństwa, wzrost optymizmu, choć trudności nadal są duże. Ta zmiana nastawienia obywateli jest bardzo ważna dla wyjścia kraju z zapaści.

Dlatego Fidesz otrzymał tak ogromne poparcie społeczne?
- Ludzie mieli poczucie, że kraj znalazł się w beznadziejnym położeniu. Dlatego w społeczeństwie węgierskim utrzymuje się wiara, że obecne zmiany będą dla państwa korzystne. Po pierwszych miesiącach poparcie dla Fideszu wcale nie zmniejsza się. Wszystko wskazuje na to, że w wyborach lokalnych na początku października partia Orbana również wygra miażdżącą przewagą. To fenomen. Zwycięzca wyborów parlamentarnych zwykle nie był w stanie powtórzyć rezultatu w wyborach samorządowych. To jest też poważna klęska postkadaryzmu. Na Węgrzech po raz pierwszy od 20 lat rządząca partia utrzymuje tak duże poparcie. Wygląda na to, że nawet Budapeszt będzie miał prezydenta z Fideszu.

Program Fideszu jawi się jako próba całkowitego zerwania z komunistycznym balastem i budowa nowej republiki. Można go porównać do niezrealizowanej u nas idei IV RP?
- Nie, myślę, że porównanie nie jest właściwe. Fidesz to partia, która znalazłaby w Polsce odpowiednik dopiero wtedy, gdyby doszło do koalicji PiS - PO.

Czego jeszcze obywatele oczekują od nowego rządu?
- Naszym poważnym problemem jest także podział kraju na stolicę i prowincję, który jest bardzo ostry. W Polsce jest sieć większych miast. Na Węgrzech są one znacznie mniejsze. Kolejnym problemem jest gospodarka rolna. Również pod tym względem w Polsce sytuacja jest lepsza. Wasi rolnicy uzyskali bowiem lepsze wsparcie z funduszy Unii Europejskiej niż węgierscy. Brak wsparcia dla wsi sprawia, że w wielu rejonach nie będzie w ogóle młodego pokolenia, którego przedstawiciele emigrują do większych miast, innych regionów kraju. Mamy też gorszą od polskiej sytuację demograficzną.

Wpływowa dotąd lewica nie blokuje zmian wprowadzanych przez Fidesz? Na Węgrzech, podobnie jak w Polsce, jest ona silnie umocowana w gospodarce i mediach.
- To prawda, ma nadal ogromny wpływ zarówno na gospodarkę, jak i na media. W tych ostatnich panowała dotąd współpraca z neoliberałami. To taka dziwna koalicja funkcjonująca od lat. Ale w ostatnich latach sytuacja zaczęła się zmieniać, zwłaszcza od czasu, gdy nadawać rozpoczęły prywatne stacje telewizyjne. Dzięki temu w mediach jest pewna równowaga. Ponadto rząd powołał nowy urząd nadzorujący media państwowe, który spełnia swoją rolę. Dlatego dziś media nie mogą tak kłamać jak wcześniej. Pokazała to już afera z 2006 roku. Za lewicą ciągnie się także wiele afer gospodarczych. Obecny rząd zaczął już rozliczać wiele z nich. Właśnie walka z korupcją była jednym z ważnych punktów programu wyborczego Fideszu. Jej skala w czasach rządów postkomunistów była bowiem wprost niewiarygodna i dotyczyła zarówno szczebla centralnego, jak i samorządowego. Dobrym przykładem jest budowa 4. linii metra w Budapeszcie, która choć trwa już całe lata, nadal jest daleka od ukończenia, a koszty rosły w tempie niebywałym. Okazało się, że budowę blokowały afery korupcyjne. To właśnie korupcja stała się - moim zdaniem - główną przyczyną klęski wyborczej socjalistów w ostatnich wyborach. Sytuację tę można byłoby porównać do afery Rywina w Polsce.

Nowy premier jest uważany za zagorzałego antykomunistę. Czy jego rząd zajmie się także rozliczeniem ze zbrodniczym systemem?
- Określenie "zagorzały" jest przesadą. Na Węgrzech wciąż nie rozliczono komunistów. Nie było żadnej lustracji. Nawet funkcjonariusze odpowiedzialni za wydanie rozkazów strzelania do ludzi podczas rewolucji z 1956 r. nie zostali ukarani. Do dziś otrzymują wysokie emerytury, co bulwersuje zwykłych ludzi. Nie wiadomo jednak na razie, czy nowe władze rozliczą komunistycznych funkcjonariuszy. Moim zdaniem, należałoby to zrobić. Na Węgrzech do dziś w państwowej administracji pracuje wielu polityków, aparatczyków z okresu rządów Janosa Kadara [komunistyczny dyktator rządzący na Węgrzech od 1956 do 1988 r. - przyp. red.]. Tymczasem postkomuniści po 1989 r. prowadzili politykę postkadarowską. To jest bardzo poważny problem. Do tej pory nie rozliczono również funkcjonariuszy bezpieki komunistycznej zwalczających Kościoły. Są już na szczęście opracowania naukowe na ten temat. W moim Kościele kalwińskim duchowni, zwłaszcza biskupi, byli inwigilowani na ogromną skalę. Z tego również władze komunistyczne nie zostały rozliczone.

Fidesz jest gotowy podjąć ten trud?
- Nie wiadomo. Obecny rząd na razie powołał komisję, która bada sprawę nadużyć policji w 2006 r. podczas protestów i demonstracji z okazji rocznicy 1956 r. [po ujawnieniu nagrań z wypowiedzią socjalistycznego premiera, który przyznał, że jego rząd okłamywał podczas kampanii społeczeństwo, aby wygrać wybory parlamentarne - przyp. red.].

Sferę sporów ideologicznych Fidesz zostawił partii Jobbik?
- Jobbik nie jest partnerem koalicyjnym Fideszu wbrew temu, co często powtarza się w zagranicznych mediach. Od pewnego czasu, zwłaszcza podczas kampanii wyborczej, występują ostre napięcia między obu partiami. Bowiem Jobbik prezentuje bardzo radykalne hasła, i to w archaicznym stylu politycznym, odwołując się do ideologii Wielkich Węgier sprzed II wojny światowej. Dlatego Jobbik w wielu sprawach atakuje rząd.

Pozostając przy kwestiach światopoglądowych, Fidesz nie zamierza podobno zmieniać liberalnej ustawy aborcyjnej.
- Nie zamierza, to fakt, ale Fidesz ma dość wyrazistą linię światopoglądową, która opiera się na wartościach chrześcijańskich. Jedną z pierwszych decyzji, które podjął nowy rząd, była np. likwidacja wytycznych programowych dla wychowawców w przedszkolach, która zabraniała im dokonywania jasnej identyfikacji płci w kontaktach z dziećmi. Wychowawcom nie wolno było np. mówić o dziewczynkach i chłopcach! Takie były efekty rządów socjalistów i liberałów. Dla Fideszu ważne są też naród i rodzina.

Nowy rząd ma zamiar prowadzić politykę prorodzinną?
- Tak. Rząd wydłużył okres wypłacania zasiłku dla matek po urodzeniu dziecka z 2 do 3 lat, choć stanowi on tylko część miesięcznej pensji. Przez cały ten okres matkom przysługuje również ubezpieczenie społeczne. Władze rozważają też wprowadzenie ulg podatkowych na dzieci.

Fidesz rozpoczął sprawowanie władzy od kwestii bardzo ważnej dla Jobbiku - Karty Węgra.
- Fidesz rozumie, że dziś nie ma powrotu do Wielkich Węgier w rozumieniu przedwojennym. Dlatego chce w inny sposób pokazać, że myśli o obywatelach, którzy w wyniku powojennego podziału granic pozostali w innych krajach. Stąd ustawa o podwójnym obywatelstwie. W krajach Unii Europejskiej ta ustawa ma raczej znaczenie symboliczne. I nie jest ona jakimś ewenementem w Europie! Takie rozwiązania przyjęto właśnie w krajach Europy Południowo-Wschodniej. Dlatego np. każdy Serb z Bośni ma jednocześnie obywatelstwo serbskie, podobnie Chorwaci bośniaccy mają obywatelstwo chorwackie.

Czy istnieje niebezpieczeństwo, że Fidesz będzie zmierzał w kierunku typowej, zachodnioeuropejskiej partii chadeckiej, dbającej o gospodarkę, ale już niekoniecznie o konserwatywne zasady?
- To się dopiero okaże. Fidesz jest w zasadzie sojuszem (w ramach tego sojuszu funkcjonują, poza pierwotnym Fideszem, także chadecja [Chrześcijańska Demokratyczna Partia Ludowa - red.] i Węgierskie Forum Demokratyczne). Jest pewna różnica między Fideszem a partiami chadeckimi z Europy Zachodniej. W ogóle trudno utożsamiać geografię polityczną naszych krajów z Europą Zachodnią. Zobaczymy, jaki ostateczny kształt uzyska polityka tej partii.

W polityce zagranicznej jeden z priorytetów Fideszu to współpraca regionalna.
- Tak, z Polską, Rumunią i krajami Grupy Wyszehradzkiej [Polska, Czechy, Słowacja, Węgry - przyp. red]. Wszystkie te kraje mają podobne interesy w dziedzinie polityki rolnej UE. Kolejnym polem do współpracy jest polityka energetyczna. Współpraca z tymi państwami pomoże zwiększyć także bezpieczeństwo energetyczne Węgier. To, że Wiktor Orban złożył pierwszą wizytę zagraniczną w Polsce, jest jasnym sygnałem, jakie są priorytety polityki zagranicznej jego rządu. W przyszłym roku nasze kraje mają przewodniczyć w Unii Europejskiej - to duże wyzwanie i możliwość zarazem.


Dziękuję za rozmowę.



Profesor Csaba G. Kiss - wybitny węgierski intelektualista i ceniony badacz polskiej literatury i kultury. Wykładowca Instytutu Badań Literackich Węgierskiej Akademii Nauk. Autor wielu publikacji z dziedziny literatury, m.in. zbioru szkiców "Lekcja Europy Środkowej".



źródło : http://naszdziennik.pl

5 paź 2010

Węgry a polska beznadzieja,

NASZ DZIENNIK

Sobota-Niedziela, 18-19 września 2010, Nr 219 (3845)

Myśl jest bronią !

Przesłanie, z którym Fidesz szedł do ostatnich wyborów, bliskie jest idei budowy IV Rzeczypospolitej. Węgierski kurs na zacieśnianie współpracy regionalnej zderza się z prorosyjską i proniemiecką orientacją rządu Donalda Tuska

Koniec węgierskiego postkomunizmu.

Jan Filip Staniłko

Viktor Orban
Viktor Orban
Fot. Bela Szandelszky ASSOCIATED PRESS

Viktor Orban, nowy szef węgierskiego rządu, przyjechał do Polski zaledwie dwa dni po zaprzysiężeniu swojego gabinetu. Jest pierwszym premierem Węgier, który wybrał Polskę jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. To gest symboliczny, ale też polityczny manewr. Orban chce stworzyć nowy sojusz w Europie Środkowej, w którym Polska byłaby strategicznym partnerem. Uważa, że jeśli Warszawa i Budapeszt będą ze sobą współpracować, to głos naszego regionu będzie silniejszy w Unii Europejskiej. Oznacza to, że nowy premier Węgier "urwał" się swoim dawnym niemieckim patronom i stara się prowadzić bardzo odważną politykę, utrzymując jednakowy dystans zarówno do Berlina, jak i do Moskwy.

"Nie wybieraliśmy między ideologiami. Nie wybieraliśmy między partiami. Węgierscy wyborcy chcieli zamknąć pewną epokę, epokę postkomunistyczną, ponieważ mieli już dość braku przejrzystości, nadmiaru biurokracji, korupcji, zbyt wysokich podatków i nieodpowiedzialnych polityków" - powiedział Wiktor Orban podczas swojej pierwszej wizyty w Komisji Europejskiej kilka dni temu. Węgrzy przeszli w tym roku ten sam próg, który Polska przekroczyła w roku 2005. Jedyna różnica polega na tym, że głosy, które w Polsce zebrały wówczas Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość, tam otrzymała jedna partia - Fidesz. Na ugrupowanie Orbana głosowało 52 proc. wyborców, co dało jej miażdżące zwycięstwo i ponad dwie trzecie głosów w parlamencie.
Węgry - w latach 90. lider przemian w tej części Europy, od czasu porażki Fideszu w 2002 r. rządzone były przez dwie kadencje przez prorosyjskich socjalistów. Osiem lat rządów Ferenca Gyurcanyego sprawiło, że wydatki państwowe sięgnęły ok. 50 proc. PKB (18 proc. pochłaniały wydatki na opiekę społeczną), a deficyt jeszcze przed globalnym kryzysem w 2008 r. wynosił ponad 8 proc. PKB. W efekcie dług publiczny w szybkim tempie wzrósł do 80 proc. PKB. (Analogia do polityki fiskalnej rządu Tuska jest uderzająca). W momencie wybuchu kryzysu Węgry, aby sprzedać swoje obligacje, musiały z dnia na dzień obiecać wierzycielom o 3-4 procent więcej. Co gorsza, ponad 70 proc. długów denominowanych jest w euro i frankach szwajcarskich, co przy silnym osłabieniu forinta doprowadziło olbrzymią liczbę węgierskich konsumentów na skraj bankructwa. Sytuację musiały ratować Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska.
Silną pozycję Fidesz zawdzięcza nie tyle skuteczności własnej polityki, ile przede wszystkim negatywnej ocenie społecznej rządów premiera Gyurcanyego i jego postkomunistycznej Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSzP) w ostatnich czterech latach. Ujawnienie tuż po zwycięskich dla socjalistów wyborach w 2006 r. faktu celowego ukrywania przez nich poważnych problemów węgierskiej gospodarki skutkowało kilkoma tygodniami rozruchów i poważnym kryzysem zaufania społecznego. Zła sytuacja ekonomiczna spotęgowana kryzysem gospodarczym 2008 roku, wprowadzenie kosztownych dla społeczeństwa reform państwowych finansów oraz wiele afer korupcyjnych przyczyniło się do dalszego drastycznego spadku popularności rządzących socjalistów i ich koalicjantów - liberalnego Związku Wolnych Demokratów (SzDSz).

Radykalnie na prawo
Polityczne wahadło na Węgrzech przechyliło się radykalnie w prawą stronę. Fidesz sprawuje władzę samodzielnie, posiadając większość konstytucyjną. Rządzący dotychczas socjalistyczni milionerzy (w rządzie Gyurcanyego zasiadało kilku spośród najbogatszych Węgrów) dostali zaledwie 16 proc. głosów. Z parlamentu wypadli liberałowie i demokraci, tamtejsi odpowiednicy Unii Wolności. Po raz pierwszy do parlamentu dostała się partia zielonych, startująca pod wiele mówiącą nazwą Polityka Może Być Inna. Ale największym zwycięzcą tych wyborów, zaraz po Fideszu, jest kontrowersyjny Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier).
Dwa lata po ciężkich rozruchach w Budapeszcie, w grudniu 2008 r., ta określana jako nacjonalistyczna, antycygańska partia, odwołująca się do idei Wielkich Węgier, nie mogła liczyć nawet na 3 proc. głosów. W ciągu następnych pięciu miesięcy jej popularność zaczęła gwałtownie rosnąć, co pozwoliło Jobbikowi w czerwcu 2009 r., podczas wyborów europejskich, zdobyć niemal 15 proc. głosów. Mało tego, w kwietniu 2010 r. partia cieszyła się już ponad 16-procentowym poparciem (zwiększając liczbę swoich wyborców dwukrotnie na przestrzeni roku). Jobbik przejął m.in. elektorat socjalistów w najbiedniejszych wschodnich regionach kraju.
Dla postronnego obserwatora nie lada zaskoczeniem może być fakt, że Jobbik jest w dużej mierze partią ludzi młodych i wykształconych. Nacjonaliści wraz z zielonymi zdobyli łącznie 24 proc. głosów, ale już 40 proc. głosów wyborców poniżej 24 lat. Prawie połowa osób, które na nich głosowały, nie ma 35 lat, a jedynie 10 proc. ma ponad 55 lat. Jobbik został założony przez członków węgierskiego parlamentu studenckiego, zwłaszcza z fakultetów humanistycznych. To po części wyjaśnia tak wysokie poparcie młodych osób, które na Węgrzech, zwłaszcza na biednym wschodzie, pozostają w dużej liczbie bez pracy. Stąd także wynika zdolność Jobbiku do ominięcia tradycyjnych kanałów medialnych i budowanie bezpośredniego przekazu poprzez komunikację w internecie. Jobbik ma nawet swoją anglojęzyczną stronę!
Rzecznik partii deklaruje, że dzisiejsza scena polityczna to nie prawica i lewica, ale ci, którzy chcą globalizacji, i ci, którzy jej nie chcą. "My jesteśmy partią patriotyczną" - stwierdza.

Odzyskiwanie państwa
Znamienne, że dwadzieścia lat temu to Fidesz (Węgierska Partia Obywatelska) był partią ludzi młodych. Formacja założona w 1988 r. przez Wiktora Orbana za namową prof. Wacława Felczaka na początku reprezentowała charakterystyczny dla epoki reaganowskiej optymistyczny libertarianizm - co ideowo upodabniało ją do polskiego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Fidesz korzystał wówczas ze wsparcia niemieckich Wolnych Demokratów i wstąpił do Międzynarodówki Liberalnej w 1992 roku. Jednak po słabym wyniku wyborczym w 1994 r. dość szybko przeszedł na pozycje konserwatywne, stając się węgierskim odpowiednikiem szerokiej partii ludowej, takiej, o której jeszcze kilka lat temu marzył Jarosław Kaczyński.
Również przesłanie, z którym Fidesz szedł do ostatnich wyborów, bliskie jest temu, co w 2005 r. określano w Polsce IV Rzeczpospolitą. Pierwsze ruchy partii Orbana po wyborach w dużej mierze przypominają realizację haseł Prawa i Sprawiedliwości. Jednak Orban - w przeciwieństwie do Kaczyńskiego - naprawdę może przeprowadzić w parlamencie rozliczenie winnych zapaści węgierskiej gospodarki. Prowadzone są m.in. prace nad przepisami, które pozwolą dochodzić odpowiedzialności członków poprzedniej ekipy. Rząd utworzył stanowisko komisarza do zbadania nadużyć poprzedniego gabinetu. Komisja do zbadania stanu sektora finansów publicznych stwierdziła, że poprzedni rząd posługiwał się fałszywymi danymi, aby skonstruować "optymistyczny" budżet. Był on oparty na przeszacowanych wpływach i nie uwzględniał prawdziwego rozmiaru strat, m.in. państwowych przedsiębiorstw (np. Malev).
W oparciu o takie same przesłanki Fidesz dowodził nierealności założeń budżetowych już długo przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi. 3 czerwca przedstawiciele węgierskiego rządu kondycję finansów publicznych określili jako bliską załamania (podobną do Grecji), co wywołało gwałtowną reakcję rynków finansowych, obejmującą spadek indeksów giełdowych i wartości forinta o 5 procent. Politycy rządzącej partii Fidesz zapowiedzieli, że należy się liczyć z deficytem budżetowym w 2009 r. sięgającym nawet 7,5 proc. PKB, a utrzymanie ustalonego przez poprzedni rząd i Międzynarodowy Fundusz Walutowy poziomu 3,8 proc. PKB jest nierealne.
Korzystając z dobrych efektów drakońskich reform gabinetu przejściowego socjalistycznego premiera Gordona Bajnaia (odpowiednika Marka Belki), rząd Orbana, podobnie jak gabinet Kaczyńskiego, przygotowywał w ten sposób rynki do ponownego poluzowania polityki fiskalnej, zapowiadając zmniejszenie podatków, dotowanie ogrzewania w domach, otwarcie zamkniętych linii kolejowych oraz obniżenie wieku emerytalnego dla wielu kobiet. W odpowiedzi MFW i UE spektakularnie zerwały w czerwcu negocjacje w sprawie utrzymania stabilizującej węgierskie finanse linii kredytowej. W ostatnich dniach minister gospodarki narodowej György Matolcsy zapowiedział jednak, że Węgry zmniejszą deficyt do 3 proc., ale utrzymają podatek nałożony na instytucje finansowe w większości będące własnością zachodniego kapitału.
Mimo trudnej pozycji międzynarodowej Orban może sobie jednak pozwolić na znacznie większą swobodę niż lider Prawa i Sprawiedliwości. 29 czerwca węgierski parlament zdecydowaną większością głosów (263 posłów z 322 biorących udział w głosowaniu) wybrał na prezydenta Pala Schmitta - polityka rządzącej partii Fidesz. Wybór na prezydenta kandydata ściśle związanego z partią Fidesz w miejsce wprawdzie bliskiego prawicy, ale dużo bardziej niezależnego prezydenta Laszlo Solyoma, jest elementem szerzej zakrojonej operacji zmian kadrowych w aparacie państwa. Zdominowany przez Fidesz parlament przegłosował 8 czerwca ustawę umożliwiającą zwolnienia pracowników administracji państwowej z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia bez podania przyczyny.
Zmiany personalne objęły już sztab generalny, dowództwo policji i służb wywiadowczych. Fidesz poprzez własne nominacje dąży również do uzyskania większego wpływu na Sąd Konstytucyjny i kierownictwo przedsiębiorstw państwowych (m.in. koncernu energetycznego MVM, poczty). Wywiera także silną presję na prezesa Banku Narodowego i domaga się jego dymisji. W najbliższym czasie poważne zmiany nastąpią w korpusie dyplomatycznym; planowana jest przyspieszona wymiana kierownictwa kilkunastu placówek dyplomatycznych, m.in. w Berlinie, Wiedniu, Rzymie, Paryżu i Kijowie.
Fidesz złożył w parlamencie pakiet ustaw obejmujący nowelizację konstytucji. Parlament zaakceptował już propozycję redukcji liczebności Zgromadzenia Narodowego z obecnych 386 do maksymalnie 200 osób wraz z gwarancją reprezentacji mniejszości narodowych i etnicznych (13 mandatów). Fidesz zaproponował także ograniczenie składu organów samorządowych.
23 lipca węgierski parlament przyjął nowelizację ustawy medialnej, która przewiduje powołanie Urzędu ds. Mediów i Telekomunikacji (NMHH) w celu nadzorowania publicznych środków przekazu. Organem nadzorczym NMHH będzie rada ds. mediów, której przewodniczącego wyznaczy premier na
9-letnią kadencję, zaś pozostałych członków wybierze parlament większością dwóch trzecich głosów. Oznacza to, że Fidesz będzie mógł dowolnie decydować o składzie NMHH. Przegłosowana nowelizacja jest jedynie częścią pakietu zmian w ustawie medialnej, które mają objąć również prawodawstwo dotyczące mediów prywatnych.

Fidesz stawia na region
Również koncepcja polityki zagranicznej upodabnia Orbana do Jarosława Kaczyńskiego. Chęć utrzymywania równego dystansu do Moskwy i do Berlina widać dobrze w polityce energetycznej. Orban popiera zarówno unijny gazociąg Nabucco (z udziałem niemieckiego RWE), jak i rosyjski South Stream (z udziałem włoskiego ENI i francuskiego EDF). Wspiera jednak przede wszystkim współpracę energetyczną między krajami regionu. Popiera projekt połączenia gazoportów - polskiego i chorwackiego, rozbudowę sieci interkonektorów gazowych, a także wzmacnia sojusz energetyczny między węgierskim gigantem paliwowym MOL a czeskim gigantem elektrycznym CEZ, który ma pomóc Węgrom pozbyć się niechcianego rosyjskiego akcjonariusza (Surgutnieftgaz).
Obok zacieśnienia współpracy energetycznej w obrębie Grupy Wyszehradzkiej jednym z priorytetów zbliżającej się węgierskiej prezydencji w UE będzie także zdynamizowanie rozszerzenia UE o kraje bałkańskie oraz rozwój Strategii Dunajskiej. Priorytetem ogólnoeuropejskim będzie na pewno wdrożenie nowego Paktu Stabilizacji i Rozwoju. Jego elementem jest tzw. semestr europejski, w czasie którego kraje wzajemnie analizują swoją politykę budżetową. Dla europejskiego outsidera finansowego, jakim są Węgry, to duże wyzwanie. Jednak gorzką prawdą jest to, że dużo większym wyzwaniem wydaje się namówienie do głębszej współpracy rządu w Warszawie. Partnerem Orbana nie jest bowiem Jarosław Kaczyński, ale spolegliwy wobec Niemiec i Rosji premier Donald Tusk.

Autor jest członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego i redaktorem dwumiesięcznika "Arcana".

www.naszdziennik.pl